|
S.B.: Kiedy rozmawialiśmy o Golemie, który będąc tak piekielnie mądrą istotą, staje przecież w końcu przed barierą dalszych możliwości poznania, pomyślałem sobie, że jest jednak coś ponurego w tej ciekawości pchającej nas do przodu jakby po to tylko, by raz po raz objawiać nam w pełni własne ograniczenia. Nasza rozmowa też w końcu jest jakąś egzemplifikacją sytuacji z tej książki: ja zadaję Panu pytania trochę jak doktor Creve, a Pan trochę jak Golem peroruje nad moją głową — czasem odpowiadając, czasem mówiąc do siebie. Obaj stukamy do jakichś drzwi wiedzy, które na różnych poziomach są dla nas pozamykane i obawiam się, że słychać przede wszystkim kołatanie. S.L.: Istotnie, pewnych granic, które dane są naszemu myśleniu, przekroczyć nie można i niewątpliwie może to rodzić jakieś poczucie smutku. Nie uważam jednak tego — jak Pan to nazwał — kołatania za czynność jałową. Golem, który jest najwyższym spotęgowaniem mojego umysłu, rzeczywiście dociera do jakichś granic i doprawdy nie wie już, co może być dalej. Te fantastyczne opowiadania o jego Wysokiej Rodzinie w Rozumie i przypuszczalnych pracach umysłowych, którym się ona oddaje, stwarzały mi bardzo urokliwy pejzaż. Samo już pokazywanie otchłannych tajemnic posiada pewien walor poznawczy, a być może i dla innych to cząstkowe — bo na niższym poziomie — wkraczanie w bardzo wysoką zagadkę jest zajęciem sensownym. Pańska obecność tutaj jest najlepszym dowodem właśnie takiej oceny wysiłku poznawczego, gdyż inaczej, zamiast tłuc się nocnymi pociągami, leżałby Pan brzuchem do góry, poszedł na wspinaczkę lub robił tysiąc innych przyjemniejszych rzeczy. Odsłanianie tego, co zakryte, również dla mnie godne jest bardzo wielkiej fatygi, nawet przy świadomości ogromnego ryzyka i nieuchronności popełniania uproszczeń, błędów i głupstw. |